Strony

czwartek, 1 października 2015

Rozdział8

Perspektywa Jasia
  Przesunąłem szybko palcem po ekranie w celu odblokowania telefonu. Myśląc nad sytuacją, w kółko czytałem sms'a nie wiedząc co czytam. Po chwili kiedy się ocknąłem zobaczyłem, że to sms od Michała "Gdzie zniknąłeś? Czy ty też dostałeś list? Może się spotkamy jeszcze dziś i obgadamy wszystko? Przy okazji muszę Ci coś opowiedzieć". Zmurowało mnie, nie dość, że zapomniałem, że Michał nie ma świadomości o tym, że ja wiem co wydarzyło się w klubie to jeszcze będziemy musieli znów współpracować. Dzisiejszego dnia nie miałem ochoty go już widzieć, więc umówiłem się z nim na jutro. Mam nadzieję, że to nie jest jakaś tak wielce poważna sprawa jak wydaje się teraz.
Szedłem do domu i na ulicy zobaczyłem, że coś się świeci. Tak, jakby mała gwiazdka spadła z nieba, szybko podbiegłem i zobaczyłem, że to bransoletka dziwnie mi znajoma, która odbijała słońce. Zaczynałem przypominać sobie gdzie ją widziałem. To bransoletka Evanlyn! Tylko co ona tutaj robi? Szybko schowałem ją do kieszeni i kierowałem się dalej w stronę mojego domu. Zbliżając się już do domu zobaczyłem dziewczynę, która zatrzymała się na chwilę przed moją bramą, odwróciła się i zaczęła iść dalej. Szybko do niej podbiegłem od tyłu i poklepałem lekko po ramieniu. Odwróciła się w moją stronę i zobaczyłem Lune.
-Hej, co tu robisz? Coś chciałaś?-pytałem zaciekawiony. Na pewno nie jest tu przypadkiem, to nie jest okolica, która dokądś prowadzi albo jest jakimś skrótem.
-Ja? Nic, nic. Tak spaceruje. -Mówiła szybko, jakby była zdenerwowana, widać po niej, że coś ukrywa.
-Luna, przecież widzę, że coś jest na rzeczy...
-Wejdziemy do środka? Chyba mamy do pogadania.
-Tak jasne, wejdźmy.-Powiedziałem i od razu otworzyłem bramę pokazując ręką aby szła.
-Ja...-zacięła się, jakby zwątpiła. Weszliśmy do środka i od razu skierowałem się do kuchni, aby zrobić ciepłą herbatę.
-Co chciałaś mówić? Luna mów, proszę!-powiedziałem prawieże błagalnym tonem.
-No bo.. ja znam całą sytuację, która wydarzyła się w klubie pomiędzy Michałem, a Evanlyn- Wyrzuciła szybko na jednym wdechu, tak jakby to było jej kamieniem na sercu. Potem dodała ze łzami w oczach.-Przepraszam.
-Hej Luna, wszystko okej nie przejmuj się. -starałem się ją pocieszyć. Nienawidzę jak ktoś płacze, ktokolwiek.
Po tym jak opowiedziała mi wszystko co się wydarzyło byłem cały nerwowy, a zarazem potwornie smutny. Gadaliśmy z Luną jeszcze o wielu sprawach, czułem, że mógłbym z nią przegadać cały dzień jak nie więcej. Po jakichś 2 godzinach usłyszeliśmy dźwięk sms'a. To Evanlyn, napisała, żeby Luna szybko przyszła do swojego domu. Luna strasznie się zmartwiła co było zauważalne na jej pobladłej twarzy. Szybko zerwała się z miejsca, momentalnie się ubrała i wybiegając przez drzwi kiwnęła ręką na pożegnanie. To naprawdę cudowne z jej strony, nie wiele osób zrobiłoby coś takiego. Luna jest wprost idealną przyjaciółką i z pewnością Evanlyn zrobiłaby to samo dla niej, są świetnymi przyjaciółkami. 

Perspektywa Evanlyn
  Znów to samo. Mam dziwne deja vu, siedzę pod domem, na betonowym schodku i czuję jak tyłek mi przymarza. Ciekawi mnie gdzie była Luna. Mam nadzieję, że będzie tu już za chwilę, bo jestem cała roztrzęsiona. Każdy człowiek mi ją przypomina, widząc osobę wychodząca zza rogu mam już ochotę wstać, ale wciąż tu siedzę, ze smutnym wzrokiem. Pewnie wyglądam bardzo przygnębiająco, bo ludzie patrzą na mnie jakby mi czegoś współczuli. Nareszcie zobaczyłam Lunę wybiegającą zza rogu budynku. Była cała czerwona i przede wszystkim wycieńczona. Szybko do niej podbiegłam od razu wtuliłam się w nią, wybuchając płaczem. Po chwili stania w ciszy weszłyśmy do środka. Od razu zaczęłam głośno płakać. Luna przekraczając próg pobiegła do kuchni, a ja skierowałam się do jej pokoju. Po chwili rzuciłam się na łóżko, zalewając jej pościel łzami. Kiedy usłyszałam, że Luna wchodzi do pokoju momentalnie odwróciłam się w jej stronę. Jak zwykle przy takich sytuacjach przyniosła nasze ulubioną herbatę. Siedząc i rozmawiając, co chwilę równo brałyśmy łyk herbaty siorbiąc przy tym niesamowicie. Kiedy herbata się skończyła postanowiłyśmy się przejść. Wychodząc z jej domu zauważyłam, że nie mam mojej ukochanej bransoletki. Zawsze kiedy tego potrzebuje przynosi mi szczęście, dostałam ją od babci na 14-ste urodziny i od tamtej chwili nigdy jej nie zdjęłam, po raz kolejny fala łez wypłynęła z moich oczu...
_______________
Od razu bardzo przepraszam, że musieliście na niego czekać dłużej niż obiecywałam, ale był u mnie remont i do tego sprawy prywatne i nie mogłam się zebrać. Ten rozdział jest już dłuższy i mam nadzieję, że też ciekawy dla Was. Bardzo Was Proszę o opinię w komentarzach, bo chcę zobaczyć czy ktokolwiek czyta tego bloga :D Jak zwykle pytania kierujcie tu->Ask

1 komentarz:

  1. Rozdział bardzo mi się podoba, mam nadzieję, że wszytko się ułoży i Jaś wraz z Evanlyn sie dogadają :)
    Tym czasem zapraszam do mnie na ff, dopiero zaczynam...może Ci się spodoba :)
    http://yourlifewillbecomemy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń