Strony

wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział13

Wbiegłam szybko do Luny, by zobaczyć ją, żeby już wiedzieć, wiedzieć, że wszystko jest dobrze... Niestety. Luna kiedy weszłam leżała cała rozstrzęsiona, przestraszona, poobijana. Poczułam ogromny cios w serce, kiedy usłyszałam od Luny słowa, których nigdy bym się nie spodziewała, "kim jesteś?" zadając to pytanie miała łzy w oczach. Serce rozpadło mi się na milion kawałeczków kiedy zobaczyłam w jej oczach strach.
-To ja, Evanlyn. Nie zgrywaj się Luna, twoja najlepsza przyjaciółka.-Nie mogłam wytrzymać tego widoku kiedy Luna zacząła się cała trząść i krzyczeć. Wybiegłam z płaczem z sali. Następnie weszła jej mama, a Luna zareagowała tak samo, jak gdy ujrzała mnie. Na pewno dla jej mamy to większy ból, ale mimo to łzy sciekaly mi po policzku jak strumień. Pobiegłam do lekarza wypytując w nerwach o Lune i jej stan. Lekarz był widocznie załamany, nie wiedział co powiedzieć. Luna zachowywała się jak chora psychicznie...nie przesadzam, widok swojej przyjaciółki i córki w takim stanie to coś okropnego. Lekarz nic nie powiedział i wszedł do Luny. Czekaliśmy naprawdę sporo czasu w milczeniu, a lekarz tylko przechodził obok nas nic nie mówiąc. W końcu podszedł do nas wszystkich mówiąc, że możemy jechać do domu, Luna wciąż nic nie pamiętała. Co jeśli tak już zostanie? Muszę tu zostać, ja nie wytrzymam bez niej, ona jest dla mnie najważniejsza zwłaszcza, że rodziny praktycznie nie mam. Mama Luny zaproponowała bym pojechała z nią do domu z racji, że tata jest w delegacji, odziwo, a mama dziś ma tyle pracy, że zostaje na noc w biurze, czy coś. Pojechałam z mamą Luny do jej domu, szczerze czuję się przy niej lepiej niż przy własnej matce wiem o niej wszystko, a moja mama to jedna wielka zagadka, a tata? Czasem zapominam, że on nawet istnieje, tylko prezenty z różnych miejsc, przypominają mi o jego istnieniu. Byłam tak zmęczona, że po krótkiej rozmowie, momentalnie zasnęłam. Rano wstałam wyjątkowo wcześnie, mimo to kiedy weszłam do kuchni, mamy Luny już nie było, a na stole leżała mała karteczka "Eve ja pojechałam już do Luny, w lodówce masz już swoje ulubione kanapki, kiedy będziesz chciała gdzieś pójść, zaklucz dom, klucze są tam gdzie zawsze." Bez zastanowienia sięgnęłam do lodówki, po kanapki, mama Luny zna mnie najlepiej, zaraz po samej Lunie oczywiście.  Po śniadaniu pobiegłam się umyć i przebrać. Wzięłam swoją torbe zarzucając przez ramie i wyszłam z domu, zaczęłam grzebać w ziemi od fiołków, w poszukiwaniu kluczy. Kiedy zamknęłam dom wrzuciłam klucz do roślinek przysypując delikatnie ziemią. Odwróciłam się na pięcie uśmiechając się do siebie, wiedziałam od razu gdzie chcę iść.
Perpektywa Luny
Nie wiem co się dzieję. Nie wiem gdzie jestem, powiedzieli mi, że w szpitalu, ale co miałoby się stać, nic nie pamiętam. Co chwilę ktoś do mnie wchodzi, wmawia mi, że jest kimś ważnym, podczas gdy dla mnie to są obcy ludzie. Nie wiem co się dzieję, pamiętam tylko imprezę i nagły huk, chyba mojego ciała spadajacego na podłogę. Nie wiem, nic nie czułam. Czemu byłam na jakiejś dyskotece, czemu byłam tam sama? Może nie sama, ale z kim? Kiedy wchodzi lekarz czuję jakbym była dla niego osobą chorą psychicznie. Nie jestem chora, po prostu nie świadoma... Szybko się denerwuje, więc boję się tych nie znajomych twarzy, które mówią mi, że są kimś bliskim. W teraźniejszym świecie nie można nikomu ufać, czemu miałabym zaufać im? Przymknęłam oczy w celu zaśnięcia, lecz usłyszałam pukanie do drzwi, zadrżałam kiedy zobaczyłam starszą kobietę która była tu wczoraj, miała coś w rękach. Odsunęłam się, przykurczając kolana do klatki piersiowej.
-Cześć to znowu ja, z tego co widzę nadal mnie nie poznajesz, przyniosłam albumy, może wtedy sobie coś przypomnisz.-Kobieta położyła albumy na końcu łóżka, uśmiechnęła się smutnie i wyszła. Przez ten cały czas nawet nie drgnęłam, po jej wyjściu chwilę jeszcze siedziałam w bezruchu i chwyciłam za albumy. Zdjęcia były pokolei, były poopisywane, data, wydarzenie, osoby. Sprawdziłam na karcie łóżka dokładną date urodzenia i moje imię i nazwisko jeszcze raz. "Narodziny Lunki" Lunki...ugh, ale data się zgadza. Oglądałam ze łzami w oczach całe dzieciństwo, starając się przypominać wydarzenia związane ze zdjęciami, pare rzeczy skutecznie, co raz więcej przypominałam sobie, ale nie twarze. Zobaczyłam zdjęcie gdzie byłam mała, u boku jakiegoś mężczyzny, wyjęłam to zdjęcie kładąc pod poduszkę. Po obejrzeniu całego mojego życia w zakresie 0-15, udało mi się przypomnieć, że dana kobieta to moja matka, popłakałam się głośno. Nagle do drzwi znów ktoś zapukał, patrzyłam na drzwi siedząc na kokardkę. Nagle zobaczyłam dziewczynę, która również wczoraj była u mnie, usiadła na krańcu mojego łóżka, a ja nerwowo zaczęłam przeszukiwać album. Kiedy odnalazłam to czego szukałam szybko wyjęłam i trzymałam w ręce. Podałam dziewczynie zdjęcie, odsuwając się szybko. Dziewczynie zaczęły ściekać łzy po policzkach.
-To był nasz pierwszy bal.-Drżał jej głos, uśmiechała się wciąż smutnie, co chwilę przecierając policzki- Wygladałyśmy przepięknie. Ty miałaś śliczną sukienkę, której ci zazdrościłam, cała byłaś piękna. Ja też wyglądałam inaczej. To był piękny dzień, cały czas tańczyłyśmy, a nasi partnerzy uciekli z balu w połowie...-Zaczęła się śmiać, płacząc. Przybliżyłam się do niej.
-Pamiętam, Evanlyn.-Mocno się do niej przytuliłam i w tej samej chwili, uderzyło mnie nagłe ciepło w sercu, a w mojej głowie wszystko zaczęło się zbierać do kupy, w jednym momencie wszystko wróciło. Poczułam się tak bardzo bezpieczna. Poprosiłam, by przyszła do mnie mama. Kiedy weszła zobaczyłam ogromny uśmiech, łzy i szczęście w jej oczach. Mocno mnie przytuliła, a ja przypomniałam sobie o zdjęciu pod poduszką. Pogadałyśmy jeszcze chwilę, lecz musiała już iść. Mimo że pamiętałam większość rzeczy z mojego dotychczasowego życia, nie mogłam wyjść jeszcze ze szpitala. Korzystając z okazji, że nikt więcej mnie nie odwiedził wyszłam z pokoju i u boku kroplówki, szłam w stronę recepcji. Podałam zdjęcie, które wyjęłam z albumu i spytałam czy ktoś może wie coś o tym mężczyźnie. Powiedziałam tylko, że wiem, że może mieć na nazwisko Bukowski. Podeszła strasza pielęgniarka, która powiedziała, że z pewnością mężczyzna ma na imię Kordian, a więc Kordian Bukowski. Czekałam, aż znajdą coś w komputerze, bym mogła dowiedzieć się czegoś o moim ojcu, zwłaszcza, że nie pamiętam co się z nim stało. Kobiety powiedziały, że ostatni raz był tu 10 lat temu, ale wciąż żyje. Podziękowałam i wróciłam na sale, myśląc o tym gdzie mój ojciec w tym momencie jest.
Perspektywa Evanlyn
Kiedy wyszłam ze szpitala, zauważyłam samochód Jasia. Podeszłam, by zorientować czy to na pewno on.
-Hej Jasiek, co ty tu robisz?- Spytałam, gdy szyba samochodu zjechała w dół.
-Nie było Cię w domu, więc pomyślałem, że będziesz tutaj. Wsiadaj, muszę Cię gdzieś zabrać. Byłam w szoku zwłaszcza, że powiedział to naprawdę poważnie.
***
Zaparkowaliśmy pod jego domem. Wyszliśmy z auta i podeszliśmy pod dom. Weszliśmy i w całym domu było koszmarnie ciemno, mimo wczesnej pory. Nienawidzę tych rolet, tu jest tak..ciemno. Cofnęłam się wpadając w Janka, mocno się wtuliłam, dobrze wiedział, że boję się ciemności. Kto normalny zasłania rolety o 14? Pchnął mnie nagle do przodu trzymając za rękę i w tym samym momencie światło się zapaliło i wyskoczyło pełno osób krzycząc "wszystkiego najlepszego." Z tego wszystkiego, zapomniałam o własnych urodzinach! Byli tu wszyscy, nie wiem jak on to zrobił, ludzie z agencji, ze szkoły. Witając się z wszystkimi po kolei zobaczyłam, że Jasiek otwiera komuś drzwi. Kiedy zobaczyłam mamę i tatę nie wiedziałam co pierwsze zrobić, stałam w bez ruchu płacząc. Podeszli do mnie przytulając mnie mocno i dając jakiś duży prezent. Odłożyłam karton na bok, jeszcze raz mocno się do nich przytulając. Kiedy powiedzieli, że narazie zostają tutaj, była to najlepsza wiadomość jaką dziś usłyszałam. Chwilę jeszcze z nimi pogadałam i musieli już jechać do domu. Kiedy wyszli nie było nikogo dorosłego, na stołach zaczął pojawiać się alkohol, a ze spokojnej muzyki, zmieniła się na dyskotekową i głośną.
Nigdy tak dobrze się nie czułam, nie wiem czy to zasługa niespodzianki, czy ilości alkoholu w mojej krwi, ale to nie jest ważne. Czułam się najlepiej na świecie. Gdy było już późno wszyscy zebrali się do domu. Kiedy zostałam w domu już tylko ja i Jasiek podeszłam całując go w usta.
-Jesteś najlepszym chłopakiem na świecie wiesz o tym? Kiedy ty to wszystko zorganizowałeś? Jak sprowadzileś tu moich rodziców? Jeju!-To wszystko było takie piękne.
-Tak w sumie to planowałem to dłużej niż jesteśmy razem, to ta niespodzianka miała Cię do mnie w pewien sposób przekonać.-Zarumieniłam się gdy chwycił za mój policzek gładząc go delikatnie.-Ale chwila zapomniałem o najważniejszym!-Uśmiechnął się i wyjął z kieszeni małe pudełeczko. Kiedy otworzyłam zobaczyłam srebrną bransoletkę z małym kółeczkiem na, którym wygrawerowane było jego imię. Była taka śliczna. Przytuliłam go mocno, dziękując mu.
-Nie musiałeś, naprawdę.
-Musiałem.-Uśmiechnął się całując mnie. To chyba najpiękniejszy dzień w życiu. Poszłam się wykąpać i położyć. Kiedy weszłam do pokoju Jaśka nie było jeszcze, ale nie miałam sił by na niego zaczekać. Poszłam spać, z myślą, że teraz już wszystko się ułoży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz