wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział13

Wbiegłam szybko do Luny, by zobaczyć ją, żeby już wiedzieć, wiedzieć, że wszystko jest dobrze... Niestety. Luna kiedy weszłam leżała cała rozstrzęsiona, przestraszona, poobijana. Poczułam ogromny cios w serce, kiedy usłyszałam od Luny słowa, których nigdy bym się nie spodziewała, "kim jesteś?" zadając to pytanie miała łzy w oczach. Serce rozpadło mi się na milion kawałeczków kiedy zobaczyłam w jej oczach strach.
-To ja, Evanlyn. Nie zgrywaj się Luna, twoja najlepsza przyjaciółka.-Nie mogłam wytrzymać tego widoku kiedy Luna zacząła się cała trząść i krzyczeć. Wybiegłam z płaczem z sali. Następnie weszła jej mama, a Luna zareagowała tak samo, jak gdy ujrzała mnie. Na pewno dla jej mamy to większy ból, ale mimo to łzy sciekaly mi po policzku jak strumień. Pobiegłam do lekarza wypytując w nerwach o Lune i jej stan. Lekarz był widocznie załamany, nie wiedział co powiedzieć. Luna zachowywała się jak chora psychicznie...nie przesadzam, widok swojej przyjaciółki i córki w takim stanie to coś okropnego. Lekarz nic nie powiedział i wszedł do Luny. Czekaliśmy naprawdę sporo czasu w milczeniu, a lekarz tylko przechodził obok nas nic nie mówiąc. W końcu podszedł do nas wszystkich mówiąc, że możemy jechać do domu, Luna wciąż nic nie pamiętała. Co jeśli tak już zostanie? Muszę tu zostać, ja nie wytrzymam bez niej, ona jest dla mnie najważniejsza zwłaszcza, że rodziny praktycznie nie mam. Mama Luny zaproponowała bym pojechała z nią do domu z racji, że tata jest w delegacji, odziwo, a mama dziś ma tyle pracy, że zostaje na noc w biurze, czy coś. Pojechałam z mamą Luny do jej domu, szczerze czuję się przy niej lepiej niż przy własnej matce wiem o niej wszystko, a moja mama to jedna wielka zagadka, a tata? Czasem zapominam, że on nawet istnieje, tylko prezenty z różnych miejsc, przypominają mi o jego istnieniu. Byłam tak zmęczona, że po krótkiej rozmowie, momentalnie zasnęłam. Rano wstałam wyjątkowo wcześnie, mimo to kiedy weszłam do kuchni, mamy Luny już nie było, a na stole leżała mała karteczka "Eve ja pojechałam już do Luny, w lodówce masz już swoje ulubione kanapki, kiedy będziesz chciała gdzieś pójść, zaklucz dom, klucze są tam gdzie zawsze." Bez zastanowienia sięgnęłam do lodówki, po kanapki, mama Luny zna mnie najlepiej, zaraz po samej Lunie oczywiście.  Po śniadaniu pobiegłam się umyć i przebrać. Wzięłam swoją torbe zarzucając przez ramie i wyszłam z domu, zaczęłam grzebać w ziemi od fiołków, w poszukiwaniu kluczy. Kiedy zamknęłam dom wrzuciłam klucz do roślinek przysypując delikatnie ziemią. Odwróciłam się na pięcie uśmiechając się do siebie, wiedziałam od razu gdzie chcę iść.
Perpektywa Luny
Nie wiem co się dzieję. Nie wiem gdzie jestem, powiedzieli mi, że w szpitalu, ale co miałoby się stać, nic nie pamiętam. Co chwilę ktoś do mnie wchodzi, wmawia mi, że jest kimś ważnym, podczas gdy dla mnie to są obcy ludzie. Nie wiem co się dzieję, pamiętam tylko imprezę i nagły huk, chyba mojego ciała spadajacego na podłogę. Nie wiem, nic nie czułam. Czemu byłam na jakiejś dyskotece, czemu byłam tam sama? Może nie sama, ale z kim? Kiedy wchodzi lekarz czuję jakbym była dla niego osobą chorą psychicznie. Nie jestem chora, po prostu nie świadoma... Szybko się denerwuje, więc boję się tych nie znajomych twarzy, które mówią mi, że są kimś bliskim. W teraźniejszym świecie nie można nikomu ufać, czemu miałabym zaufać im? Przymknęłam oczy w celu zaśnięcia, lecz usłyszałam pukanie do drzwi, zadrżałam kiedy zobaczyłam starszą kobietę która była tu wczoraj, miała coś w rękach. Odsunęłam się, przykurczając kolana do klatki piersiowej.
-Cześć to znowu ja, z tego co widzę nadal mnie nie poznajesz, przyniosłam albumy, może wtedy sobie coś przypomnisz.-Kobieta położyła albumy na końcu łóżka, uśmiechnęła się smutnie i wyszła. Przez ten cały czas nawet nie drgnęłam, po jej wyjściu chwilę jeszcze siedziałam w bezruchu i chwyciłam za albumy. Zdjęcia były pokolei, były poopisywane, data, wydarzenie, osoby. Sprawdziłam na karcie łóżka dokładną date urodzenia i moje imię i nazwisko jeszcze raz. "Narodziny Lunki" Lunki...ugh, ale data się zgadza. Oglądałam ze łzami w oczach całe dzieciństwo, starając się przypominać wydarzenia związane ze zdjęciami, pare rzeczy skutecznie, co raz więcej przypominałam sobie, ale nie twarze. Zobaczyłam zdjęcie gdzie byłam mała, u boku jakiegoś mężczyzny, wyjęłam to zdjęcie kładąc pod poduszkę. Po obejrzeniu całego mojego życia w zakresie 0-15, udało mi się przypomnieć, że dana kobieta to moja matka, popłakałam się głośno. Nagle do drzwi znów ktoś zapukał, patrzyłam na drzwi siedząc na kokardkę. Nagle zobaczyłam dziewczynę, która również wczoraj była u mnie, usiadła na krańcu mojego łóżka, a ja nerwowo zaczęłam przeszukiwać album. Kiedy odnalazłam to czego szukałam szybko wyjęłam i trzymałam w ręce. Podałam dziewczynie zdjęcie, odsuwając się szybko. Dziewczynie zaczęły ściekać łzy po policzkach.
-To był nasz pierwszy bal.-Drżał jej głos, uśmiechała się wciąż smutnie, co chwilę przecierając policzki- Wygladałyśmy przepięknie. Ty miałaś śliczną sukienkę, której ci zazdrościłam, cała byłaś piękna. Ja też wyglądałam inaczej. To był piękny dzień, cały czas tańczyłyśmy, a nasi partnerzy uciekli z balu w połowie...-Zaczęła się śmiać, płacząc. Przybliżyłam się do niej.
-Pamiętam, Evanlyn.-Mocno się do niej przytuliłam i w tej samej chwili, uderzyło mnie nagłe ciepło w sercu, a w mojej głowie wszystko zaczęło się zbierać do kupy, w jednym momencie wszystko wróciło. Poczułam się tak bardzo bezpieczna. Poprosiłam, by przyszła do mnie mama. Kiedy weszła zobaczyłam ogromny uśmiech, łzy i szczęście w jej oczach. Mocno mnie przytuliła, a ja przypomniałam sobie o zdjęciu pod poduszką. Pogadałyśmy jeszcze chwilę, lecz musiała już iść. Mimo że pamiętałam większość rzeczy z mojego dotychczasowego życia, nie mogłam wyjść jeszcze ze szpitala. Korzystając z okazji, że nikt więcej mnie nie odwiedził wyszłam z pokoju i u boku kroplówki, szłam w stronę recepcji. Podałam zdjęcie, które wyjęłam z albumu i spytałam czy ktoś może wie coś o tym mężczyźnie. Powiedziałam tylko, że wiem, że może mieć na nazwisko Bukowski. Podeszła strasza pielęgniarka, która powiedziała, że z pewnością mężczyzna ma na imię Kordian, a więc Kordian Bukowski. Czekałam, aż znajdą coś w komputerze, bym mogła dowiedzieć się czegoś o moim ojcu, zwłaszcza, że nie pamiętam co się z nim stało. Kobiety powiedziały, że ostatni raz był tu 10 lat temu, ale wciąż żyje. Podziękowałam i wróciłam na sale, myśląc o tym gdzie mój ojciec w tym momencie jest.
Perspektywa Evanlyn
Kiedy wyszłam ze szpitala, zauważyłam samochód Jasia. Podeszłam, by zorientować czy to na pewno on.
-Hej Jasiek, co ty tu robisz?- Spytałam, gdy szyba samochodu zjechała w dół.
-Nie było Cię w domu, więc pomyślałem, że będziesz tutaj. Wsiadaj, muszę Cię gdzieś zabrać. Byłam w szoku zwłaszcza, że powiedział to naprawdę poważnie.
***
Zaparkowaliśmy pod jego domem. Wyszliśmy z auta i podeszliśmy pod dom. Weszliśmy i w całym domu było koszmarnie ciemno, mimo wczesnej pory. Nienawidzę tych rolet, tu jest tak..ciemno. Cofnęłam się wpadając w Janka, mocno się wtuliłam, dobrze wiedział, że boję się ciemności. Kto normalny zasłania rolety o 14? Pchnął mnie nagle do przodu trzymając za rękę i w tym samym momencie światło się zapaliło i wyskoczyło pełno osób krzycząc "wszystkiego najlepszego." Z tego wszystkiego, zapomniałam o własnych urodzinach! Byli tu wszyscy, nie wiem jak on to zrobił, ludzie z agencji, ze szkoły. Witając się z wszystkimi po kolei zobaczyłam, że Jasiek otwiera komuś drzwi. Kiedy zobaczyłam mamę i tatę nie wiedziałam co pierwsze zrobić, stałam w bez ruchu płacząc. Podeszli do mnie przytulając mnie mocno i dając jakiś duży prezent. Odłożyłam karton na bok, jeszcze raz mocno się do nich przytulając. Kiedy powiedzieli, że narazie zostają tutaj, była to najlepsza wiadomość jaką dziś usłyszałam. Chwilę jeszcze z nimi pogadałam i musieli już jechać do domu. Kiedy wyszli nie było nikogo dorosłego, na stołach zaczął pojawiać się alkohol, a ze spokojnej muzyki, zmieniła się na dyskotekową i głośną.
Nigdy tak dobrze się nie czułam, nie wiem czy to zasługa niespodzianki, czy ilości alkoholu w mojej krwi, ale to nie jest ważne. Czułam się najlepiej na świecie. Gdy było już późno wszyscy zebrali się do domu. Kiedy zostałam w domu już tylko ja i Jasiek podeszłam całując go w usta.
-Jesteś najlepszym chłopakiem na świecie wiesz o tym? Kiedy ty to wszystko zorganizowałeś? Jak sprowadzileś tu moich rodziców? Jeju!-To wszystko było takie piękne.
-Tak w sumie to planowałem to dłużej niż jesteśmy razem, to ta niespodzianka miała Cię do mnie w pewien sposób przekonać.-Zarumieniłam się gdy chwycił za mój policzek gładząc go delikatnie.-Ale chwila zapomniałem o najważniejszym!-Uśmiechnął się i wyjął z kieszeni małe pudełeczko. Kiedy otworzyłam zobaczyłam srebrną bransoletkę z małym kółeczkiem na, którym wygrawerowane było jego imię. Była taka śliczna. Przytuliłam go mocno, dziękując mu.
-Nie musiałeś, naprawdę.
-Musiałem.-Uśmiechnął się całując mnie. To chyba najpiękniejszy dzień w życiu. Poszłam się wykąpać i położyć. Kiedy weszłam do pokoju Jaśka nie było jeszcze, ale nie miałam sił by na niego zaczekać. Poszłam spać, z myślą, że teraz już wszystko się ułoży.

czwartek, 3 grudnia 2015

Rozdział 12

Wracając od Janka postanowiłam odwiedzić Lune. Zdałam sobie sprawe, że Luna nic nie wie o ostatnich sytuacjach i o tym, jak bardzo blisko jestem teraz z naszym partnerem z agencji. Szłam i układałam sobie zdania, które jej powiem. Czułam, że się ucieszy, zwłaszcza, że to ona mnie do niego przekonywała. Zadzwoniłam do niej będąc już prawie przy jej domu, zrobiłam to, aby upewnić się czy jest w domu. Odebrał ktoś inny, miał bardzo męski głos.
-Halo? Czy ja mogłabym prosić Lunę do telefonu?-Mówiłam trochę zmieszana.
-W tym momencie nie. Evanlyn mogłabyś przyjechać do szpitala? Tam gdzie był Janek ostatnio.- Zatrzymałam się na środku drogi kiedy rozpoznałam głos.
-Michał? Co się stało? Już jadę!- Byłam przerażona, ale mimo to zaczęłam biec. Nie oczekując odpowiedzi rozłączyłam się. Miałam przed oczami najczarniejsze scenariusze, ale bez udziału Michała. Do licha co on tam robił? Może potrącił ją samochodem? Boże drogi! Nie mogę już o tym myśleć, miałam łzy w oczach. Szybko wybrałam numer na klawiaturze telefonu, kierując się w miejsce z którego jeszcze nie tak dawno wyszłam.
-Jasiu? Błagam Cię ubierz się szybko i weź kluczyki od samochodu, za chwilę będę.-Mówiłam załamując głos.
-Słoneczko co się stało? Spokojnie.-Miałam ochotę krzyczeć. Nienawidzę niewiedzy. Jego słowa ani trochę mnie nie uspokajały, chciałam tylko zobaczyć Lunę całą i zdrową.
-Błagam Cię, wyjaśnię wszystko, ale nie przez telefon.-Rozłączyłam się widząc już jego dom, którego drzwi właśnie się otworzyły.
Otworzył mi drzwi, wsiadłam wprost błyskawicznie, szybko je zamknął i pobiegł na miejsce dla kierowców. Od razu zaczęłam nerwowo stukać nogą, na której po chwili znalazła się ręką Jasia.
-Spokojnie, powiesz mi w końcu z jakiego powodu tak bardzo się denerwujesz?-Zabrał rękę, zmieniając szybko bieg.
-Dzwoniłam do Luny i odebrał Michał mówiąc, że mam przyjechać do szpitala, nie wiem co sie stało, w jakim jest stanie, ale kazał się pospieszyć.
-Co tam robi Michał? Domyślasz się może czegoś?- Spytał, automatycznie przyspieszając.
-Nie, dlatego chcę się tam znaleźć jak najszybciej.-Powiedziałam bardzo poważnie, odwracając głowę w stronę szyby.
Perspektywa Jasia
Nie wiem co powiedzieć, ten debil znów zrobił coś w jego stylu, coś durnego. Teraz najważniejsze, żeby jak najszybciej dotrzeć do szpitala. Po jakichś 15 minutach byliśmy już pod drzwiami budynku. Podbiegiśmy od razu do recepcji, gdzie pani powiedziała na jakiej sali leży Luna. Pospiesznie szukaliśmy wyznaczonego miejsca. Gdy byliśmy juz pod drzwiami ktoś zawołał w naszą stronę. Lekarz wyszedł zza rogu u boku Michała. Dostałem nerwicy, gdy go zobaczyłem... Co ten człowiek znów wyczynił.
-Przykro mi narazie nie możecie tam wejść, jesteście kimś z rodziny?-zapytał lekarz.
-Nie, jestem znajomym, a to jej najlepsza przyjaciółka.- Powiedziałem, kiedy zobaczyłem, że Evanlyn zmurowało.
-Jej mama tu jest? -Evanlyn jakby się ocknęła i od razu spytała.
-Nie, a masz możliwość, żeby po nich zadzwonić?-Spytał lekarz patrząc na nas zmartwionym wzrokiem.
-Tak, pewnie, zadzwonię do mamy Luny.-Powiedziała wybierając już numer na klawiaturze telefonu. Odeszła na chwilę na bok, by spokojnie porozmawiać.
-A czy mógłbym wiedzieć co się wydarzyło, że jesteśmy właśnie tu?-Spytałem, mierząc wzrokiem Michała.
-Luna miała wypadek, jak narazie próbujemy ją wybudzić, dlatego narazie nie możecie do niej wejść. Na szczęście nie jest, aż w tak złym stanie, chodź mogło być gorzej gdyby ten właśnie chłopak nie przywiózł jej w pore.- Mówił, pokazując tylko na Michała. Bohater się znalazł, ciekawe co tak naprawdę sie stało i co on tam robił.  Spojrzałem na Evanlyn kierującą się w naszą stronę.
-Jej mama niedługo przyjedzie. - Wciąż obracała nerwowo telefonem w ręku.
Kiedy lekarz nas zostawił, miałem ochotę rozszarpać Michała, ale to nie jest dobre miejsce.
-Więc co się w ogóle stało?-Spytała w końcu Evanlyn patrząc głęboko na Michała.
-Więc to było tak, że jak to ja poszedłem na impreze, piłem drinki, tańczyłem, podrywałem, kiedy w pewnym momencie zobaczyłem, że jakaś dziewczyna leży nieprzytomna i dostała jakiegoś dziwnego ataku. Pobiegłem w jej stronę i rozpoznałem podobną twarz. Zadzwoniłem po karetkę i wyniosłem ją z klubu.-On chyba myśli, że ja się nabiore, tak nagle coś jej sie stało i on równie przypadkiem akurat tam był.
-Co niby Luna robiła sama w klubie?-O tym nie pomyślałem, ale Evanlyn ma racje.
-Skąd mam wiedzieć.-Tłumaczył się kłamiąc nam w żywe oczy. Evanlyn szybko pobiegła, kiedy zobaczyła wychodzącą zza rogu kobiete, mamę Luny. Zaczęła tłumaczyć wszystko, a my stojąc sami, bez słowa usiedliśmy na krzesłach. 

~

Lekarz podszedł w naszą stronę.
-Nie możemy jej wybudzić, ale z badań wiemy, że ma w sobie ogromną dawkę nieznanego nam narkotyku. Tak podejrzewamy, kolejne badania trwają. Jeżeli będziemy wiedzieli coś więcej to od razu o tym poinformujemy.-Widziałem tylko jak mama Luny mocno chwyciła się za głowę, a ja złapałem Evanlyn za rękę, uśmiechając się pocieszająco.
-Cholera, co ja narobiłem.-Powiedział cicho Michał, po czym podszedł do ściany, mocno uderzając w nią pięścią. Wykorzystałem to, że nikt prócz mnie tego nie usłyszał i wziąłem Michała na bok, by dowiedzieć się co miał na myśli.
-Słyszałem co powiedziałeś, możesz teraz powiedzieć co tam się naprawdę stało?-Zaciskałem zęby, czekając na jego odpowiedź.
-My z Luną spotykamy się czasem, znamy się dłużej niż myślisz. Wczoraj poszliśmy do klubu, kupiłem nam już któregoś drinka, po czym poszliśmy na parkiet. Jak wróciliśmy napiliśmy się i parę chwil potem było już tak jak mówiłem upadła i zaczęła się cała dziwnie trząść, potem już ani razu się nie odezwała, to wszystko moja wina. Nie potrzebnie zabierałem ją do tego pieprzonego klubu...-Mówił i zrobiło mi się zarazem go żal, a zarazem jak można byc tak głupim i zostawiać drinka. Odwróciliśmy się automatycznie kiedy lekarz zawołał, że Luna się obudziła. Na szczęście...
_________
Przepraszam za długą nieobecność, jakieś pytania/skargi/etc. to ask, komentarze itp. Mam nadzieję, że rozdział się podobał i postaram się by rozdziały były szybciej!

niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział 11

 Kolejny dzień - piękny dzień. Wstałam o odsłoniłam zasłony okna. Oparłam się delikatnie o parapet myśląc jaki będzie ten dzień. "Jesteś przepiękna, pamiętaj" - słyszałam wciąż głos Jasia w mojej głowie. Ruszyłam mozolnie w stronę łazienki w celu odświeżenia. Kiedy letnia woda zaczęła we mnie uderzać, zamknęłam oczy "zaczął powoli się do mnie zbliżać, czułam tylko ogromne ciepło w sobie i szybsze bicie serca.. to tak szybko się dzieje". Gdy byłam już umyta i pomalowana, poszłam ubrać się w coś odpowiedniego do pogody, na szczęście, dziś jest jeden z tych cieplejszych wiosennych dni. Założyłam szybko jedną z moich ulubionych letnich sukienek, wzięłam wszystko co potrzebne i wyszłam z domu. Postanowiłam pójść do agencji, z pewnością coś się znajdzie do zrobienia, a lepsze to niż siedzenie w domu. Szłam i słuchałam muzyki uśmiechając się do siebie musnął mnie delikatnie w usta, czułam, że nie umiem i nie chcę go odpychać mimo, że to dzieję się za szybko. "Spojrzał na mnie ukradkiem, jakby oczekiwał mojego pozwolenia, a ja tylko uśmiechnęłam się patrząc w dół". Rozmyślałam kiedy mój telefon zaczął dzwonić, to Janek. Odebrałam szybko, pytając szczęśliwa o co chodzi.
-Przyjedź do mnie szybko, muszę powiedzieć Ci coś ważnego.- Jego poważny ton sprawił, że wytrzymałam oddech.
-O co chodzi Janek? Coś się stało?- Mówiłam szybko, usłyszałam tylko dźwięk rozłączenia.
Od razu zmieniłam kierunek, po drodze myśląc co może chcieć mi powiedzieć. Może naprawdę wszystko za szybko się stało? Myślałam czując wciąż jego pocałunek na ustach. Zapukałam w drzwi biorąc głęboki oddech.
Perspektywa Jasia
-No nareszcie jesteś.-Mówiłem wciąż zachowując powagę. Kiedy widziałem jej przerażoną mine miałem ochotę wybuchnąć śmiechem.
-Co się stało? Mów w końcu!-Mówiła wchodząc do domu. Zacząłem iść w stronę pokoju w którym wczoraj siedzieliśmy.-Janek!
-No chodź.-Powiedziałem już delikatniejszym, ale nadal poważnym tonem. Kiedy weszła już do pokoju usiedliśmy na łóżku.-Chodzi o to, że dzwoniłem do tej agencji w Warszawie i..
-Mów!-Krzyknęła uderzając mnie delikatnie w ramię.
-Pomylili się, dostałaś się słoneczko! Gratuluję!-Mówiłem, a ona zaczęła się cieszyć rzucając się w moje ramiona.
-Dziękuję Ci, tak bardzo się cieszę! Jesteś cudowny!-Mówiła w moje ramię.
Odsunęła się ode mnie, zacząłem głaskać ją po policzku chwytając ją za brodę przybliżając ją do siebie i całując w usta. Evanlyn spuściła głowę śmiejąc się cicho, ona jest tak naprawdę ogromnie nieśmiała i zarazem urocza. Znów rzuciła się na mnie tuląc mnie ze szczęścia.
-Mam coś jeszcze dla Ciebie.-Wstałem i pocałowałem ją w czoło idąc do drugiego pokoju.
Dałem jej małe pudełeczko, a ona uśmiechając się słodko odpakowywała je szybko. Kiedy otworzyła ogromnie się ucieszyła całując mnie w policzek. Była to jej bransoletka po babci i druga złota z serduszkiem. Była tak szczęśliwa, że robiło mi się ciepło na sercu.
-No to co chyba uczcimy, że dostałaś się do najlepszej agencji w Polsce?
Wyszliśmy z domu i otworzyłem drzwi pasażera pokazując Evanlyn by wsiadła. Jechaliśmy samochodem rozmawiając o tysiącach spraw. W restauracji zamówiliśmy tylko wino. Po dobrze spędzonym po południu kiedy Evanlyn była już zmęczona, postanowiłem odwieść ją do domu, lecz sytuacja z dnia w klubie się powtórzyła i dziewczyna zasnęła na tylnych siedzeniach. Odwiozłem ją do siebie, w domu kładąc do łóżka w którym ostatni raz też nocowała. Siedziałem patrząc jak śpi głaskając ją po głowie. Rozebrałem ją do bielizny zakładając jej jedną z moich koszulek. Pocałowałem ją w czoło i wyszedłem z pokoju zamykając drzwi. Usłyszałem dźwięk jej telefonu w torebce, która była w salonie. Przeczytałem sms'a od mamy "Jesteś już w domu skarbie? Ja dziś nie wrócę na noc" odpisałem bez zastanowienia "jestem, właśnie zbierałam się do spania". Wróciłem do pokoju i szybko zasnąłem.
Rano wstałem dość wcześnie, od razu kierując się do szafy, by ubrać się w coś codziennego. Następnie udałem się do pokoju w którym spała Evanlyn. Usiadłem obok niej i patrzyłem na nią. Po chwili zaczęła się budzić
-Dzień dobry księżniczko.-Powiedziałem po czym dziewczyna zaczęła płakać odpychając mnie jakby bezsilnie.
-Proszę Cię idź stąd...-Mówiła załamując głos
-Ale Evanlyn...-Powiedziałem i wyszedłem z pokoju. Usiadłem w salonie i przygotowując śniadanie czekałem, aż dziewczyna zejdzie na dół.
-Ja...-Mruknęła pod nosem i zbiegła po schodach szybko się we mnie wtulając.-Skoro dostałam się do agencji to wyjeżdżam do Warszawy po zakończeniu roku... To już niedługo.
-Evanlyn, nie przejmuj się damy radę.-Pocałowałem ją by dziewczyna zapomniała o przestała się tym aktualnie przejmować.-Jesteśmy teraz razem, ale pamiętaj nie przejmuj się tym co będzie za parę miesięcy.
-Masz rację, ale mam pytanie...-Dziewczyna przerwała spuszczając głowę w dół.-Czy według Ciebie to wszystko nie dzieje się za szybko? Znamy się najwyżej miesiąc.
-A czy tak się czujesz?
-Ja nie wiem.-Dziewczyna znów spuściła głowę, chwyciłem ją za brodę wpijając się w jej usta.
-Nie zmienisz teraz zdania?-Mówiłem prosto w jej usta. W odpowiedzi usłyszałem lub bardziej poczułem jej cichy śmiech.
-----------
Hejka! Staram się w miarę szybko pisać teraz jak tylko mogę i mam nadzieję, że was to cieszy. :D Pytania/skargi/etc. Komentarze i ask ❤

sobota, 31 października 2015

Rozdział 10

 Dźwięk telefonu przerwał to co chciałem powiedzieć, ale w tym momencie ucieszyłem się, chciałem to odwlec. Sms był od Michała, kompletnie zapomniałem, że dziś omawiamy sprawę listu od niejakiego "xyz". Szczerze mówiąc nie mam zbytnio ochoty na to, zwłaszcza teraz. Jeśli chodzi o Evanlyn to i tak co się odwlecze to nie uciecze...
Szybko wyszedłem z domu nie tłumacząc Evanlyn zbyt wiele, nie chciałem, żeby dodatkowo przyjmowała się moimi sprawami. Omawialiśmy sprawę listu tak jakby nigdy nic. Nawet nie wiedział jak bardzo korciło mnie, aby powiedzieć mu wszystko co o nim w tej chwili myślę. Zadzwoniliśmy na podany numer umawiając się jeszcze na dziś. Człowiek za słuchawką wydawał się sympatyczny i spokojny, mówił tylko, że to czego od nas chce jest dla jego szefa. Nie chciałem ani trochę poznawać tego "szefa xyz". Rozważając o co może prosić człowiek od listu rozmawialiśmy też na inne tematy, oczywiście omijając temat Evanlyn. Po jakimś dłuższym czasie zaczęliśmy powoli kierować się w miejsce wyznaczone przez tajemniczą osobę, aby ze spokojem dotrzeć na miejsce. Czułem się jak dawniej w jego towarzystwie, co jest bardzo głupie, bo wystarczyły 3 godziny abym zapomniał. Jednak kiedy znów zacząłem myśleć o dziewczynie spytałem go czemu nie było go w klubie, aby spokojnie zacząć rozmowę. Jednak nie uzyskałem odpowiedzi.
-Michał czemu nie było Cię w klubie? -wykrzyczałem już.
-Nie mogłem.- Rzucił jak gdyby nigdy nic
-No tak, nie mogłeś. Rozumiem pierwsza impreza, której nie odwiedziłeś?- Pytałem z sarkazmem w tonie.
-Tak jak mówię.- Rzucił, wzruszając ramionami.
-Czyli to, że ciebie widziałem obściuskującego się z jakąś laską po prostu mi się zwidziało?- Pytałem, brnąc do sedna sprawy.
-Najwidoczniej.-Odpowiedział powtarzając swój poprzedni ruch.
-To, że kurwa miałeś i nadal masz sine oko, dziwnym trafem dzień po tym jak ja uderzyłem w twarz jakiegoś chłopaka całującego Evanlyn, też mi się zwidziało? Ty sukinsynu.- Mówiłem przez zęby plując w jego stronę słowami.
-Więcej luzu i tak nie masz u niej szans, dziewczyna przynajmniej się wyluzowała. Przesadzasz.- Mówił spokojnie po raz kolejny wzruszając ramionami. Kiedy chciałem już odpowiedzieć dotarliśmy na miejsce i zobaczyliśmy osobę na nas czekającą. Sprawa dotyczyła jak zawsze podrabianych dokumentów, minus był taki, że dużej ilości w krótkim czasie pod presją. Musieliśmy wciąż pamiętać, że jeżeli nie postaramy się mogą wyniknąć komplikacje w postaci skrzywdzenia bliskiej nam osoby. Sprawa załatwiona, wiemy jakie mamy zadanie, umówiliśmy się na inny dzień, a dziś już koniec spokojnie mogę wracać do domu.
 Na moje nieszczęście kolejna niespodzianka czekała już w domu.
Perspektywa Evanlyn
 Jako, że Jasiu wybiegł z domu mówiąc mi tylko, że to bardzo ważne uznałam, że nie zaszkodzi mi jeżeli tu na niego poczekam. Oglądałam telewizor, nie czując jak szybko mija mi czas. W pewnym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi, nie wiedziałam kompletnie co robić, w końcu to nie mój dom. Wyłączyłam telewizor  i po cichu zaczęłam iść w stronę drzwi. Spojrzałam wstrzymując oddech przez wizjer i zobaczyłam twarz nieznajomej mi kobiety. Otworzyłam powoli drzwi, pytając kim dana osoba jest. Pani odepchnęła drzwi na bok wchodząc do środka. Zdezorientowana powtórzyłam pytanie. 
-Chyba ja powinnam Cię o to zapytać, jesteś dziewczyną Jasia? -zapytała mnie wyciągając papierosa z małej torebki, wkładając go do ust i odpalając błyskawicznie.
-Nie!-krzyknęłam niekontrolowanie-Mogłaby Pani tutaj nie palić?
-To po części mój dom, nie będzie mi żadna gówniara mówiła co mam robić- Mówiła idąc w stronę kanapy, buchając dymem z papierosa prawie, że w moją twarz.
-Pani jest mamą Jasia?-zapytałam -Jestem Evanlyn, pracuję z nim w agencji.
-Pracujesz w burdelu? W sumie wyglądasz na taką,ale mój synek? Nie spodziewałam się tego po nim. Kiedy mówił, że da radę sobie sam, myślałam, że znajdzie sobie lepszą pracę.
-Agencja Modeli.-warknęłam przez zęby.
 W tym momencie Jaś wszedł do pokoju. Szczęśliwa na jego widok uśmiechnęłam się w jego stronę, jednak on tego nie odezajemnił. 
-Co ty kurwa robisz? -mówił w stronę mamy przez zęby.
-Nie tęskniłeś Jasieńku za mamą?-mówiła wciąż paląc papierosa, mówiąc jakby sarkastycznie. 
-Spierdalaj.
-Jasiek!-krzyknęłam, rozumiem, że ma do niej uraz, ale to nadal jego mama.
-Nie wtrącaj się mała zdziro.-mówiła w moją stronę.
-Nie mów tak do niej. Nigdy.-słyszałam głos Janka kiedy biegłam po schodach w stronę pokoju, w którym ostatnio się znalazłam.
Po dłuższej chwili usłyszałam delikatne pukanie w drzwi pokoju. Mimo braku mojej odpowiedzi, Jasiu wszedł do pokoju siadając obok mnie. Leżałam na łóżku płacząc, a on podparł się rękoma o kolana patrząc w podłogę jakby nie wiedział co powiedzieć. 
-Mama chcę, żebym wyjechał z nią do USA.-mówił dostrzegalnie załamany.
-To nie może być prawda, proszę nie...-przerwała szybko się poprawiając- znaczy masz tutaj pracę, przyjaciół, dom, ostatnio dostałeś się do naprawdę dobrej agencji modeli, szkoła, drużyna chyba nie chciałbyś tego wszystkiego porzucić tak z dnia na dzień?
-No nie...ale jednak to USA dobra praca, lepsze szkoły, lepsze życie i byłbym blisko mamy, szczerze mówiąc tęskniłem za nią mimo, że zostawiła mnie samego.-mówił całkiem szczerze.
-Według mnie powinieneś to przemyśleć, tutaj masz już wszystko poukładane.-mówiłam z nadzieją, że postanowi tu zostać. 
- Mam nadzieję, że nie zraniło Cię to co powiedziała o tobie? -spytał, a ja tylko kiwnęłam przecząco.-Powiedz szczerze czy coś czujesz do Michała?
-Nie! Skąd Ci się wzięło takie pytanie?- krzyknęłam automatycznie, dziwiąc się.
-Pamiętasz dzień w klubie?-spytał- całowałaś się tam z nim bardzo...-niedokończył, ale domyślałam się co chciał powiedzieć.
-To nie...ja...przepraszam.-mówiłam nieśmiale siadając obok niego.
-Spokojnie.-powiedział swoim zachrypniętym głosem kładąc rękę na moim udzie gładząc je delikatnie.-To twoje życie.
-Co było dalej.-spytałem ciekawa jak zareagował Jasiek.
-Odkleiłem Cię delikatnie od niego i wyniosłem Cię z klubu, resztę historii znasz.
-Delikatnie? -podśmiałam się cicho wiedząc, że Jasiek zrobił coś lub powiedział Michałowi.
-Można tak powiedzieć. -zasisnął pięści wymuszając uśmiech do mnie.-Zaśmiałam się cicho przysłaniając się ręką widząc, że Janek cały czas na mnie patrzy. W pewnym momencie chwycił mnie za rękę.-Pamiętaj, nie przejmuj się tym co powiedziała moja mama, ona nie wie jaka jesteś...- mówił tak jakby chciał coś jeszcze powiedzieć wciąż przypatrując się mojej twarzy.
---------------
10! Przepraszam za naprawdę długą nieobecność, ale nie mam zbyt dużo czasu teraz. Liczę na opinie pod spodem i na asku. :D 

sobota, 10 października 2015

Rozdział 9

  Szłam z Luną wciąż tylko płacząc. Czułam, że to co robię jest bezsensu, ale nie umiałam powstrzymać tego wypływu emocji. Luna nie mówiła nic. Uważam, że mówienie "będzie dobrze" jest bez sensu, nie wie się jak wszystko się potoczy czy będzie lepiej czy też jeszcze gorzej. Są momenty kiedy po prostu potrzebujesz, aby ktoś był. To ten moment. Nic więcej tylko bliska mi osoba obok. Luna prowadziła nas w jakieś miejsce, a ja idąc ślepo za nią czułam tylko jak trzęsę się z napływu emocji. Kiedy Luna kazała mi zamknąć oczy zdziwiłam się, bo byłyśmy nigdzie. Wszędzie było pusto. Szłam z oczami zasłoniętymi przez ręce Luny. Kiedy zaczęłam się potykać o kamienie na ziemi usłyszałam głos, który powiedział, że mogę odsłonić oczy. Zobaczyłam drzewo, ogromne drzewo z zaznaczonymi kreskami i wyrytym serduszkiem z naszymi inicjałami. Ogromny uśmiech wydostał się na moją twarz powodując, że kolejne łzy były łzami wzruszenia. Patrzyłam na to drzewo przypominając sobie jak przybiegałyśmy tu zaznaczając nasz wzrost, wspinając się na to drzewo i gadając cały dzień. Było to nasze i tylko nasze miejsce. Od razu poczułam się lepiej śmiejąc się głośno kiedy Luna zaczęła wspinać się na drzewo jak kiedyś. Szybko zrobiłam to samo i od razu zaczęłyśmy rozmawiać jeszcze raz o całej sytuacji i o wszystkim. Luna dała mi parę rad przez co zdecydowałam się na wysłanie sms'a do Jaśka. Miałam nadzieję, że będziemy mogli się spotkać i obgadać wszystko co jest nie tak, przy czym podkreśliłabym mu, że nasze relacje będą czysto przyjacielskie. Nie dostałam od razu odpowiedzi, ale nie przejmowałam się tym i śmiałam się jak dawniej razem z Luną. Szybko zeskoczyłyśmy kiedy doszłyśmy do tematu naszej agencji, za niecałą godzinę musimy tam być. Wciąż śmiejąc się biegłyśmy na najbliższy przystanek kierujący się w tamtą stronę. Dotarłyśmy tam wprost idealnie. Szybko wbiegłyśmy do naszej sali ustawiając tło fotograficzne, aparat i światło. Teraz tylko czekać na Janka, dziś jego pierwsze zdjęcia. Mam tylko nadzieję, że moja obecność tutaj nie będzie mu przeszkadzać ani rozpraszać. Kiedy zaczął lecieć czas jego spóźnienia bałam się, że nie przyjdzie marnując sobie szanse na bycie w tej agencji. Nie żeby mi zależało, ale ta sesja jest naprawdę ważna. Czułam jakby spóźniał się już bardzo długi czas podczas gdy mijała dopiero pierwsza minuta. Usłyszałam trzask drzwi wejściowych więc wstałam, szybko poprawiając włosy w lustrze na przeciwko. Luna od razu wytłumaczyła mu jak wszystko ma wyglądać, a ja patrząc wciąż na niego widziałam jak co chwilę zerka na mnie ukradkiem. Mimo, że często jest to bardzo irytujące dla mnie było to przykre, bo nie był to miły wzrok. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię przy każdym jego spojrzeniu. Kiedy podszedł do tła fotograficznego pozując od razu byłam pod wrażeniem. Po większej ilości zdjęć szybkim ruchem zrzucił koszulkę, a ja poczułam ciepło w brzuchu wpatrując się w jego idealne ciało. To aż nie możliwe, że tak idealny człowiek chodzi po tej ziemi. Kiedy Luna powiedziała, że to już koniec, on wciąż bez koszulki zaczął zmierzać w moją stronę tak jak wtedy, pierwszego dnia...
Perspektywa Jasia

 Myślę, że to pora wszystko obgadać. Kiedy i ja i ona odpoczęliśmy od tej sytuacji muszę z nią porozmawiać i zostać blisko niej. Teraz muszę ją chronić i wiedzieć czy jest bezpieczna. Szedłem w jej stronę widząc jak się spina myśląc co dokładnie jej powiem
-Evanlyn, hej. Przepraszam, że nie o odpisałem na Twojego sms'a, ale byłem zajęty. Moglibyśmy zapomnieć o całej sytuacji?- Mówiłem powoli, a w tym samym momencie na twarzy dziewczyny pojawił się grymas.
-Zapomnieć? O tym jaki byłeś opryskliwy wobec mnie jeszcze przed paroma godzinami? W życiu.-Rzucała szybko w moją stronę. Czemu ona nie rozumie?
-Evanlyn błagam, na pewno na moim miejscu zareagowałabyś identycznie.- Tłumaczyłem, a jej brew lekko się uniosła.
-Wątpię. Chociaż możesz mi powiedzieć czemu niby bym tak zareagowała.-Mówiła to takim tonem, że coraz bardziej emocje się we mnie buzowały.
-To nie jest dobre miejsce na tą rozmowę.-Powiedziałem myśląc o tym, że przy dalszej części rozmowy nasze tony mogłyby się podnieść.
-W takim razie wyjdźmy i tak już nic tu po nas.- Powiedziała wychodząc zarazem za drzwi sali kierując się do wyjścia. Westchnąłem głośno, kierując się za nią. Idąc za nią znów myślałem co jej powiem. Znaleźliśmy się już przed budynkiem gdzie zaparkowałem mój samochód. 
-Wsiadaj-powiedziałem otwierając jej drzwi, aby weszła do środka.
-Ugh.- przewróciła oczami z niezadowoleniem wsiadając do auta
Przez całą drogę jechaliśmy w ciszy, którą zagłuszały jedynie dźwięki włączanych migaczy. Kiedy dojechaliśmy do mojego domu Evanlyn szybko wyszła trzaskając drzwiami i od razu kierując się do mojego domu. Zamknąłem auto zaczynając iść za nią. 
-No to powiedz w końcu o co chodzi.- Powiedziała z irytacją obracając się w moją stronę. Byłem tuż za nią co spowodowało, że nasze oczy spotkały się bardzo blisko siebie przez co Evanlyn speszyła się i odskoczyła jak oparzona. Eh, pora wszystko z nią wytłumaczyć.
-Chodzi o to, że...-Mówiłem kiedy dźwięk sms'a mi przerwał...
_________________
No to 9 już, mam nadzieję, że się podoba i nie zawiodło was to, że jest on krótszy...znów. Więc do 10 rozdziału!


czwartek, 1 października 2015

Rozdział8

Perspektywa Jasia
  Przesunąłem szybko palcem po ekranie w celu odblokowania telefonu. Myśląc nad sytuacją, w kółko czytałem sms'a nie wiedząc co czytam. Po chwili kiedy się ocknąłem zobaczyłem, że to sms od Michała "Gdzie zniknąłeś? Czy ty też dostałeś list? Może się spotkamy jeszcze dziś i obgadamy wszystko? Przy okazji muszę Ci coś opowiedzieć". Zmurowało mnie, nie dość, że zapomniałem, że Michał nie ma świadomości o tym, że ja wiem co wydarzyło się w klubie to jeszcze będziemy musieli znów współpracować. Dzisiejszego dnia nie miałem ochoty go już widzieć, więc umówiłem się z nim na jutro. Mam nadzieję, że to nie jest jakaś tak wielce poważna sprawa jak wydaje się teraz.
Szedłem do domu i na ulicy zobaczyłem, że coś się świeci. Tak, jakby mała gwiazdka spadła z nieba, szybko podbiegłem i zobaczyłem, że to bransoletka dziwnie mi znajoma, która odbijała słońce. Zaczynałem przypominać sobie gdzie ją widziałem. To bransoletka Evanlyn! Tylko co ona tutaj robi? Szybko schowałem ją do kieszeni i kierowałem się dalej w stronę mojego domu. Zbliżając się już do domu zobaczyłem dziewczynę, która zatrzymała się na chwilę przed moją bramą, odwróciła się i zaczęła iść dalej. Szybko do niej podbiegłem od tyłu i poklepałem lekko po ramieniu. Odwróciła się w moją stronę i zobaczyłem Lune.
-Hej, co tu robisz? Coś chciałaś?-pytałem zaciekawiony. Na pewno nie jest tu przypadkiem, to nie jest okolica, która dokądś prowadzi albo jest jakimś skrótem.
-Ja? Nic, nic. Tak spaceruje. -Mówiła szybko, jakby była zdenerwowana, widać po niej, że coś ukrywa.
-Luna, przecież widzę, że coś jest na rzeczy...
-Wejdziemy do środka? Chyba mamy do pogadania.
-Tak jasne, wejdźmy.-Powiedziałem i od razu otworzyłem bramę pokazując ręką aby szła.
-Ja...-zacięła się, jakby zwątpiła. Weszliśmy do środka i od razu skierowałem się do kuchni, aby zrobić ciepłą herbatę.
-Co chciałaś mówić? Luna mów, proszę!-powiedziałem prawieże błagalnym tonem.
-No bo.. ja znam całą sytuację, która wydarzyła się w klubie pomiędzy Michałem, a Evanlyn- Wyrzuciła szybko na jednym wdechu, tak jakby to było jej kamieniem na sercu. Potem dodała ze łzami w oczach.-Przepraszam.
-Hej Luna, wszystko okej nie przejmuj się. -starałem się ją pocieszyć. Nienawidzę jak ktoś płacze, ktokolwiek.
Po tym jak opowiedziała mi wszystko co się wydarzyło byłem cały nerwowy, a zarazem potwornie smutny. Gadaliśmy z Luną jeszcze o wielu sprawach, czułem, że mógłbym z nią przegadać cały dzień jak nie więcej. Po jakichś 2 godzinach usłyszeliśmy dźwięk sms'a. To Evanlyn, napisała, żeby Luna szybko przyszła do swojego domu. Luna strasznie się zmartwiła co było zauważalne na jej pobladłej twarzy. Szybko zerwała się z miejsca, momentalnie się ubrała i wybiegając przez drzwi kiwnęła ręką na pożegnanie. To naprawdę cudowne z jej strony, nie wiele osób zrobiłoby coś takiego. Luna jest wprost idealną przyjaciółką i z pewnością Evanlyn zrobiłaby to samo dla niej, są świetnymi przyjaciółkami. 

Perspektywa Evanlyn
  Znów to samo. Mam dziwne deja vu, siedzę pod domem, na betonowym schodku i czuję jak tyłek mi przymarza. Ciekawi mnie gdzie była Luna. Mam nadzieję, że będzie tu już za chwilę, bo jestem cała roztrzęsiona. Każdy człowiek mi ją przypomina, widząc osobę wychodząca zza rogu mam już ochotę wstać, ale wciąż tu siedzę, ze smutnym wzrokiem. Pewnie wyglądam bardzo przygnębiająco, bo ludzie patrzą na mnie jakby mi czegoś współczuli. Nareszcie zobaczyłam Lunę wybiegającą zza rogu budynku. Była cała czerwona i przede wszystkim wycieńczona. Szybko do niej podbiegłam od razu wtuliłam się w nią, wybuchając płaczem. Po chwili stania w ciszy weszłyśmy do środka. Od razu zaczęłam głośno płakać. Luna przekraczając próg pobiegła do kuchni, a ja skierowałam się do jej pokoju. Po chwili rzuciłam się na łóżko, zalewając jej pościel łzami. Kiedy usłyszałam, że Luna wchodzi do pokoju momentalnie odwróciłam się w jej stronę. Jak zwykle przy takich sytuacjach przyniosła nasze ulubioną herbatę. Siedząc i rozmawiając, co chwilę równo brałyśmy łyk herbaty siorbiąc przy tym niesamowicie. Kiedy herbata się skończyła postanowiłyśmy się przejść. Wychodząc z jej domu zauważyłam, że nie mam mojej ukochanej bransoletki. Zawsze kiedy tego potrzebuje przynosi mi szczęście, dostałam ją od babci na 14-ste urodziny i od tamtej chwili nigdy jej nie zdjęłam, po raz kolejny fala łez wypłynęła z moich oczu...
_______________
Od razu bardzo przepraszam, że musieliście na niego czekać dłużej niż obiecywałam, ale był u mnie remont i do tego sprawy prywatne i nie mogłam się zebrać. Ten rozdział jest już dłuższy i mam nadzieję, że też ciekawy dla Was. Bardzo Was Proszę o opinię w komentarzach, bo chcę zobaczyć czy ktokolwiek czyta tego bloga :D Jak zwykle pytania kierujcie tu->Ask

niedziela, 27 września 2015

Rozdział 7

 Siedzę tu i czuję jak mój tyłek przymarza do betonowego schodka przed domem Jasia. Środek wiosny, a dzisiejsza pogoda przypomina późną jesień. To chore jak bardzo zapominalska jestem. Chciałam już wracać do domu od Luny. Po dłuższej wędrówce spowodowaną pechem i brakiem jakiegokolwiek tramwaju w najbliższym czasie, będąc już prawie pod domem zorientowałam się, że zostawiłam klucze u Jasia. Znowu zdana na nogi szłam wolnym krokiem myśląc o wszystkim jakąś godzinę i okazało się, że Jaś też gdzieś się przeszedł. Po jakiejś pół godzinie zobaczyłam go idącego w moją stronę pewnym krokiem, ale gdy mnie zobaczył zrzedła mu mina, zacisnął pięści i mruknął coś pod nosem. Speszona opuściłam głowę i zaczęłam iść w jego stronę tłumacząc w czym rzecz, że znów tu jestem. On tylko przeszedł obojętnie obok mnie, otworzył drzwi i wszedł do środka.
-Idź po co przyszłaś i wyjdź. -Poczułam lekkie ukłucie w brzuchu kiedy usłyszałam to widząc, że patrzy wszędzie tylko po to żeby nie patrzeć mi w oczy.-Wchodzisz czy nie?
-Ale.... Tak.-Spuściłam głowę i poszłam od razu po to po co przyszłam ,najszybciej jak tylko mogłam.
Kiedy je znalazłam szybko zbiegłam ze schodów i widząc Jasia udającego zapatrzonego w telewizor stałam chwilę nieruchomo i wyszłam trzaskając drzwiami. Szłam przed siebie ze łzami w oczach i nic nie rozumiałam. Gdzie on był? Czego się dowiedział? Co zrobiłam? Zaczęłam kierować się w stronę domu Luny, znów muszę i niej zagościć.
Czułam, że coś jest ze mną nie tak... psychicznie. Nie tylko z powodu Jasia i agencji, czuję coś jeszcze, taki wielki ból od środka nie wiem czemu. Nogi zaczęły mi się plątać co spowodowało, że chwilę później już leżałam na ziemi. Nie miałam sił się podnieść. Leżałam na środku ulicy, szlochając. Nienawidzę ludzi, wszyscy którzy przechodzili patrzyli na mnie, patrzyli jakby dodatkowo chcieli mnie zniszczyć. Czułam pogardę w ich wzroku. Chciałabym uciec stąd gdzieś daleko. Dlaczego jest mi tak trudno śmiać się jak kiedyś? Kiedyś roześmiałabym się, wstała i szła dalej podśmiechując się. Teraz? Teraz nie mam sił, żeby wstać i leżę tu jak ostatnia nieudacznica.
-Hej, coś się stało?- Miły damski głos dobiegł do moich uszu, jak głos jakiegoś anioła. W tej samej chwili wyciągnęła rękę w moją stronę.-Wstawaj słońce, bo ludzie Cię zdeptają.
-Ja dziękuję... na prawdę, ja po prostu się pogubiłam, już dobrze.-Mówiłam że łzami w oczach, a głos mi się załamywał.
-Jestem Nadzieja, ale mów Nadia. - Uśmiechnęła się tak jakby była przecudownym człowiekiem.
-Jestem Evanlyn i w sumie będę już lecieć, dziękuję.
-Nie ma sprawy, do zobaczenia kiedyś.- Znów ukazała cały swój idealny zgryz zarazem odwracając się do tyłu.
Ta dziewczyna jako jedyna potrafiła pomóc mi nie oczekując nic, tacy ludzie w tych czasach to dar. Mam nadzieję, że Luna będzie w domu, bo cała się trzęsę.
Perspektywa Jasia
Wyłączyłem telewizor w chwili trzaśnięcia drzwi. Nienawidzę telewizji. Tym bardziej nienawidzę udawania. Tego, że nic się wczoraj niby nie wydarzyło między Michałem, a Evanlyn. Jestem ciekawy jak Evanlyn się wytłumaczy, chociaż w sumie czemu miałaby. Przecież robi ci chcę, mam nadzieję, że wie co. Trzeba mieć naprawdę z głową żeby robić coś takiego przyjacielowi. Rozumiem, że lubi wyrywać laski, ale dla mnie dziewczyny trzeba traktować z szacunkiem, a nie jak szmaty. Żal mi Evanlyn, że trafiła na niego pod tym względem. Jest świetnym przyjacielem, ale dziewczyny to dla niego sprawa "przelecieć i zostawić". Nie pozwolę na to, żeby zrobił coś Evanlyn. Ten chuj już jej nie tknie.
Następny dzień i oczywiście trzeba załatwić różne sprawy, szkoda tylko, że muszę robić to sam. Jedyny plus to to, że nie muszę widzieć twarzy Michała z podbitym okiem, które wciąż przypomina mi o sytuacji w klubie. Mam już ochotę wracać do domu, 3 godziny samemu w tej chujowej robocie nie cieszy mnie zbytnio. Nie przychodzą tu zbyt ciekawe osoby, a każdy następny z coraz to groźniejszą miną. Dostałem powiadomienie, że mam do odebrania jakiś list na poczcie więc szybko się ogarnąłem i pobiegłem do najbliższej poczty. Pani zza okienka szybko znalazła list pod nazwiskiem Dąbrowski i dała mi to do ręki miło się uśmiechając. Szybko otworzyłem list i zacząłem czytać
"Panie Dąbrowski, mam nadzieję, że jest Pan niezawodny tak jak Pana zachwalają. Potrzebuję prostej rzeczy, a zasada jest taka, że albo spełnisz moje życzenie albo bliskim tobie osobą grozi niemałe niebezpieczeństwo. Nie martw się na moje zamówienie stawka będzie podwójna. Po więcej informacji odnośnie mojego nie małego życzenia skontaktuj się z moim asystentem, kartkę z jego numerem masz w kopercie. Proszę to dobrze przemyśleć, XYZ". Co to ma do chuja być? Zacząłem się bać, bo pierwszą osobą o której pomyślałem to Evanlyn... Muszę zadzwonić jutro do tego gościa dowiedzieć się co chcę i postarać się aby Evanlyn była bezpieczna. Siedziałem na ławce, z podpartą głową o ramię i myślałem o tym wszystkim i nagle usłyszałem dźwięk sms'a.
_____________________________
Mam nadzieję, że spodobał wam się ten rozdział mimo, że jest troszkę krótszy. Przez to, że długo dość trzeba było czekać na 7 rozdział, 8 postaram się napisać najszybciej jak będę mogła. Czekam na jakieś opinie w komentarzach, a pytania kierujcie tutaj -> Ask :)